Teatralne rekolekcje małżeńskie z humorem i w dobrym stylu


Photo: Tom Koprowski
Jak każdy wynalazek, małżeństwo nie jest doskonałe. Głównym źródłem problemów są elementarne różnice między ludźmi. Czasem dzięki dorosłości i wyobraźni partnerów da się te różnice wykorzystać budująco na zasadzie wzajemnego uzupełniania. W większości jednak przypadków odmienności są źródłem zadrażnień i narastających problemów, co prowadzi do oziębłości, obojętności i w rezultacie, nierzadko, do zerwania więzi partnerskiej. Szansę na ratunek może dać przyjrzenie się karykaturalnemu wizerunkowi takiej destruktywnej sytuacji. Sposobność do tego daje sztuka Poślubieni, pogubieni Marzanny Graff w wykonaniu zespołu MAM TEATR, zaprezentowanej publiczności polonijnej na gościnnych występach w Australii w sezonie karnawałowym 2020 roku.

Trzydziesta rocznica ślubu. Kto o niej zapomniał? Oczywiście mąż, Rafał. Swoim zapominalstwem wyrządził małżonce, Melanii, przykrość, co jest kroplą przelewającą jej czarę goryczy i mobilizującą do desperackiego kroku, by szukać rozwiązania w rozwodzie. Z kobiecego punktu widzenia Rafał to stereotypowy mężczyzna, nie mający zrozumienia dla bardziej wysublimowanej strony życia, która jest domeną stereotypowej kobiety. Brak mu ogłady i dobrych manier, jest ograniczony umysłowo, a przede wszystkim nie rozumie, czego kobiecie naprawdę potrzeba. 

Z bardziej obiektywnego punktu widzenia stereotypowy mężczyzna to ten, który na co dzień zmaga się z twardą, brudną rzeczywistością. Zamiast wypielęgnowanymi rękami operować klawiaturę komputera lub wykonywać inne niewymagające nadwyrężenia muskułów zadania, on buduje drogi, domy, mosty, szpitale, instaluje i naprawia prąd i hydraulikę, uprawia rolę, kopie rowy tudzież groby, masowo morduje zwierzęta w rzeźniach i zabija innych typowych mężczyzn na wojnach. Przy tego typu zajęciach życie nie daje mu zbyt dużo sposobności na lekcje ogłady i kursy rozumienia kobiet.

Niestety powyższe usprawiedliwienie jest niewystarczające w kontekście monogamicznego, chrześcijańskiego modelu małżeństwa i rodziny. Stereotypowy mężczyzna musi więc dobrowolnie, pod przymusem lub jakimś innym sposobem dostosować się do stawianych mu wymagań, bo inaczej czeka go dozgonna poniewierka – z rozwodem czy bez. W przypadku Rafała i wielu mu podobnych dobrowolne dostosowanie się nie wchodzi w grę. Opcja „po niewoli”? – nie ma takiej opcji. Pozostają więc inne wyjścia, jednym z których jest przypadkowy splot okoliczności. I taki właśnie wariant ilustruje sztuka Poślubieni, pogubieni, w mądry i zabawny sposób pokazując autentyzmem tchnące życiowe sytuacje, skrzętnie przy tym wykorzystując zasoby humoru z tym wariantem związane.

Element przypadkowości w resocjalizacji Rafała ma swoje źródło głównie w jego sknerstwie, które popycha go, by rekomendowane przez prawników mediacje rozwodowe przeprowadzić samemu, bez udziału płatnych fachowców. Kierując się bezpłatną informacją z Internetu, Rafał sam organizuje mediacje w domu, do czego wymagany jest zadbany ubiór, uprzejmość, unikanie uszczypliwości i sarkazmu, uprzątnięty pokój i schludnie nakryty stół. Dbając o to wszystko, Rafał nieumyślnie i na krótko staje się takim, jakim pragnie go widzieć Mela. Ta przypadkowa iluzja trwa jednak wystarczająco długo, by rozniecić w obojgu płomyk namiętności, który, zmieniwszy się wkrótce w płomień (czego widzowie już nie mogą zobaczyć), spala poprzednie destruktywne uczucia, razem z upartym oczekiwaniem przeprosin jako warunku zgody.

Rafał ma przyjaciela, Staśka, którego ceni jak skarb i z którym spędza weekendy. Głównie piją piwo. Gościnność Melanii sprzyja wizytom Staśka, za co on ceni nie ją, ale Rafała. Ten ostatni, ujęty oddaniem przyjaciela – którego wierność ma coś wspólnego z bezpłatnym wiktem i pustką własnego życia – marzy, aby Mela była jak Stasiek. Jak przystało na dobrego przyjaciela, Stasiek trzyma stronę Rafała i motywuje go do trzymania linii rozwodowej. W tym dopingowaniu wnikliwi mogą rozpoznać zazdrość o prawdziwy skarbu w posiadaniu Rafała – trwała, choć naprawy wymagająca, bliska więź partnerska.

Inną pociechą Rafała w postrzeganym braku zrozumienia u żony jest jego mamusia. Najchętniej by się do niej przeprowadził, bo mu tak źle z żoną, która nie dba o niego tak, jak kiedyś robiła to mama. Ewidentne jednak mamusia ma dosyć przytomności umysłu, by wiedzieć, iż lepszej żony Rafał by nie znalazł. „Lepiej mieć żonę niż rację”, poucza go, kiedy się jej wyżala przez telefon. Poza tym Rafał ma szopę, gdzie majsterkuje i trzyma swoje bogactwo. Zgromadzone akcesoria wędkarstwa i majsterkowania to główne elementy jego części majątku rodzinnego do podziału. 

Mela natomiast ma swoją kolekcje torebek, butów i sukienek. Ma też przyjaciółkę Monikę, na którą, podobnie jak na Staśka, nie można liczyć, co do konstruktywnego wpływu na kryzys małżeński. Bogactwem Melanii są też wspomnienia. Jej adorator z przedmałżeńskich lat, Artur, jest dziś ministrem. Stara kartka od niego, którą przypadkowo znajduje w jednej ze swoich torebek, pozwala na chwilę czuć się młodą i ubóstwianą. Mela nie przywiązuje jednak do tego romantycznego wspomnienia większej wagi. Bardzo sobie za to ceni wspomnienia chwil spędzonych z Rafałem w czasie ich jedynej podróży zagranicznej, kiedy oboje zachowywali się jak zakochana para narzeczonych, trzymając się za ręce i rozmawiając godzinami na balkonie hotelu z widokiem na ocean.

Nie można zaprzeczyć, że sztuka trąci pewnym brakiem oryginalności. Stereotypowy niedoskonały mąż, typowa niedoceniana kobieta i cała gama związanych z tym problemów, dobrze znanych weteranom małżeństwa, po przejściach czy bez. Niewątpliwie jest to efekt zamierzony. Poślubieni, pogubieni to lekka sztuka dla przeciętnego widza, a nie sceniczna, dogłębna analiza dla koneserów i miłośników klasyki. Poza tym twórczyni dramatu, Marzanna Graff, zapewne dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że karykaturalnie pokazany stereotyp często lepiej oddaje problemy rzeczywistości niż oryginalny, realistyczny wizerunek. 

Podobny pouczający efekt miały średniowieczne marginalia mnichów benedyktyńskich, którzy przepisując cenne księgi często na marginesach kopii tworzyli karykaturalne rysunki czcigodnych dostojników kościelnych pokazanych jako lisy, koty, małpy lub osły przebrane za biskupów, kardynałów i papieży. Niepokorne ryciny rozśmieszając uchylały rąbka prawdy o wadach i przywarach kleru równie zrozumiale (choć mniej rewolucyjnie), jak późniejsze argumenty Lutra. Wizerunek krzywego zwierciadła Marzanny Graff, w którym widz dostrzega mankamenty swojego małżeństwa, również zawiera hojną porcję humoru, którego ilustracją niech będzie kilka poniższych próbek.

Na zarzut Meli, że nie dostaje kwiatów, Rafał odpowiada, że przecież ma ogród, utrzymanie którego kosztuje. Prezentów żonie nie kupuje, bo ona sama to robi. Sam natomiast oczekuje podarków imieninowych i urodzinowych, ale tylko dlatego, aby zrobić tym przyjemność żonie, która lubuje się w tego rodzaju okolicznościach. Śmiech ma widowi wywołuje również scena, w której Rafał przypomina przez telefon staremu znajomemu, Andrzejowi, o czterdziestej drugiej rocznicy złapania wyjątkowo okazałego suma, co czyni tuż po awanturze o niepamiętanie o rocznicy ślubu.

Wybuch śmiechu powoduje także zdziwienie Rafała zza sceny na widok zapalonych świec na zastawionym przez żonę do kolacji stole na tarasie. Jego dumne oznajmienie, że właśnie zapobiegł pożarowi i zgasił świece wzbudza następną falą rozbawienia. Kiedy Mela, wychodząc do siłowni pyta, czy by z nią nie poszedł, Rafał traktuje to jako przytyk do swojej tuszy, po czym obrusza się za następnym przymówkę do lenistwa, kiedy żona ugodowo radzi, by w takim razie został w domu. Na jej wyraz desperacji obraża się za robienie z niego historyka. Na koniec zarzuca jej, że do siłowni chodzi, żeby go zdradzać. Duża dawka komizmu towarzyszy też scenie mediacji, kiedy Rafał wypełniając co do joty instrukcje internetowe, nieświadomie staje się Rafałem, o jakim marzy Mela. Jest przygotowany na spełnienie jej wszelakich życzeń, łącznie z kawą z kardamonem.

Sztuka nie byłaby tak pouczająca i zabawna bez profesjonalizmu Aleksandra Mikołajczaka i Marzanny Graff, na których spoczywa cały ciężar dialogów, a w czym telefonicznie pojawiające się postacie mamusi, Staśka, Moniki i Andrzeja, zamiast ulżyć, stawiają dodatkowe wymagają wobec pary aktorów. Obserwując i śmiejąc się z Rafała na scenie, można pomyśleć, że Alek gra stereotypowego samca, jak gdyby nim autentycznie był w prywatnym życiu, co jest tylko komplementem dla jego aktorstwa, i co niewątpliwie potwierdzą ci, którzy go znają. 

Dramatopisarska fachowość Marzanny Graff uwidacznia się dodatkowo w użyciu wprowadzającej sceny jako refrenu, który powtórzy się w epilogowej części spektaklu. Dialogi są praktycznie te same i tyko nastrój zmienia się z zaczepnego i kłótliwego w sielankowe niemalże ćwierkanie pary zakochanych. Kontrast ten ilustruje jak pozornie niewiele trzeba, by nieszczęście zamieniło się w szczęście, a ile starań, cierpliwości i dojrzałości – a czasem i trochę szczęścia – potrzeba, aby to się stało.

Poślubieni, pogubieni to wymowne przypomnienie o znaczeniu i sile porozumiewania się i robienia kompromisów w imię bycia razem, czy to w małżeństwie, przyjaźni czy innych stosunkach między ludźmi. Małżeństwa, którym obojętność, oschłość i ciągle utarczki zatruwają codzienne życie pod jednym dachem, koniecznie muszą tę sztukę zobaczyć.

Robert Panasiewicz


Notatka redakcyjna

W czasie australijskiego tournée, które rozpoczęło się 1 lutego w Adelajdzie i zakończyło 22 marca w Perth, MAM TEATR zaprezentował obok Poślubionych, pogubionych dwa inne dramaty, Trudno uwierzyć i Działka.

W czasie zeszłorocznej wizyty w Australii, MAM TEATR poruszył polonijne widownie sztuką Błękitny Ekspres.

Autorem fotografii, zaczerpniętych ze strony Fb MAM TEATR (wpis z 20 marca 2020 r.), jest TomKoprowski.