![]() |
| Photo: Tom Koprowski |
Trzydziesta rocznica ślubu. Kto o niej zapomniał? Oczywiście mąż, Rafał.
Swoim zapominalstwem wyrządził małżonce, Melanii, przykrość, co jest kroplą
przelewającą jej czarę goryczy i mobilizującą do desperackiego kroku, by szukać
rozwiązania w rozwodzie. Z kobiecego punktu widzenia Rafał to stereotypowy
mężczyzna, nie mający zrozumienia dla bardziej wysublimowanej strony życia,
która jest domeną stereotypowej kobiety. Brak mu ogłady i dobrych manier, jest
ograniczony umysłowo, a przede wszystkim nie rozumie, czego kobiecie naprawdę
potrzeba.
Z bardziej obiektywnego punktu widzenia stereotypowy mężczyzna to ten,
który na co dzień zmaga się z twardą, brudną rzeczywistością. Zamiast
wypielęgnowanymi rękami operować klawiaturę komputera lub wykonywać inne
niewymagające nadwyrężenia muskułów zadania, on buduje drogi, domy, mosty,
szpitale, instaluje i naprawia prąd i hydraulikę, uprawia rolę, kopie rowy
tudzież groby, masowo morduje zwierzęta w rzeźniach i zabija innych typowych
mężczyzn na wojnach. Przy tego typu zajęciach życie nie daje mu zbyt dużo
sposobności na lekcje ogłady i kursy rozumienia kobiet.
Niestety powyższe usprawiedliwienie jest niewystarczające w kontekście
monogamicznego, chrześcijańskiego modelu małżeństwa i rodziny. Stereotypowy
mężczyzna musi więc dobrowolnie, pod przymusem lub jakimś innym sposobem
dostosować się do stawianych mu wymagań, bo inaczej czeka go dozgonna
poniewierka – z rozwodem czy bez. W przypadku Rafała i wielu mu podobnych
dobrowolne dostosowanie się nie wchodzi w grę. Opcja „po niewoli”? – nie ma
takiej opcji. Pozostają więc inne wyjścia, jednym z których jest przypadkowy
splot okoliczności. I taki właśnie wariant ilustruje sztuka Poślubieni,
pogubieni, w mądry i zabawny sposób pokazując autentyzmem tchnące życiowe
sytuacje, skrzętnie przy tym wykorzystując zasoby humoru z tym wariantem
związane.
Element przypadkowości w resocjalizacji Rafała ma swoje źródło głównie w
jego sknerstwie, które popycha go, by rekomendowane przez prawników mediacje
rozwodowe przeprowadzić samemu, bez udziału płatnych fachowców. Kierując się
bezpłatną informacją z Internetu, Rafał sam organizuje mediacje w domu, do
czego wymagany jest zadbany ubiór, uprzejmość, unikanie uszczypliwości i
sarkazmu, uprzątnięty pokój i schludnie nakryty stół. Dbając o to wszystko,
Rafał nieumyślnie i na krótko staje się takim, jakim pragnie go widzieć Mela.
Ta przypadkowa iluzja trwa jednak wystarczająco długo, by rozniecić w obojgu
płomyk namiętności, który, zmieniwszy się wkrótce w płomień (czego widzowie już
nie mogą zobaczyć), spala poprzednie destruktywne uczucia, razem z upartym
oczekiwaniem przeprosin jako warunku zgody.
Rafał ma przyjaciela, Staśka, którego ceni jak skarb i z którym spędza weekendy. Głównie piją piwo. Gościnność Melanii sprzyja wizytom Staśka, za co on ceni nie ją, ale Rafała. Ten ostatni, ujęty oddaniem przyjaciela – którego wierność ma coś wspólnego z bezpłatnym wiktem i pustką własnego życia – marzy, aby Mela była jak Stasiek. Jak przystało na dobrego przyjaciela, Stasiek trzyma stronę Rafała i motywuje go do trzymania linii rozwodowej. W tym dopingowaniu wnikliwi mogą rozpoznać zazdrość o prawdziwy skarbu w posiadaniu Rafała – trwała, choć naprawy wymagająca, bliska więź partnerska.
Inną pociechą Rafała w postrzeganym braku zrozumienia u żony jest jego
mamusia. Najchętniej by się do niej przeprowadził, bo mu tak źle z żoną, która
nie dba o niego tak, jak kiedyś robiła to mama. Ewidentne jednak mamusia ma
dosyć przytomności umysłu, by wiedzieć, iż lepszej żony Rafał by nie znalazł.
„Lepiej mieć żonę niż rację”, poucza go, kiedy się jej wyżala przez telefon.
Poza tym Rafał ma szopę, gdzie majsterkuje i trzyma swoje bogactwo. Zgromadzone
akcesoria wędkarstwa i majsterkowania to główne elementy jego części majątku
rodzinnego do podziału.
Mela natomiast ma swoją kolekcje torebek, butów i sukienek. Ma też
przyjaciółkę Monikę, na którą, podobnie jak na Staśka, nie można liczyć, co do
konstruktywnego wpływu na kryzys małżeński. Bogactwem Melanii są też
wspomnienia. Jej adorator z przedmałżeńskich lat, Artur, jest dziś ministrem.
Stara kartka od niego, którą przypadkowo znajduje w jednej ze swoich torebek,
pozwala na chwilę czuć się młodą i ubóstwianą. Mela nie przywiązuje jednak do
tego romantycznego wspomnienia większej wagi. Bardzo sobie za to ceni
wspomnienia chwil spędzonych z Rafałem w czasie ich jedynej podróży
zagranicznej, kiedy oboje zachowywali się jak zakochana para narzeczonych,
trzymając się za ręce i rozmawiając godzinami na balkonie hotelu z widokiem na
ocean.
Nie można zaprzeczyć, że sztuka trąci pewnym brakiem oryginalności.
Stereotypowy niedoskonały mąż, typowa niedoceniana kobieta i cała gama związanych
z tym problemów, dobrze znanych weteranom małżeństwa, po przejściach czy bez.
Niewątpliwie jest to efekt zamierzony. Poślubieni, pogubieni to lekka sztuka
dla przeciętnego widza, a nie sceniczna, dogłębna analiza dla koneserów i
miłośników klasyki. Poza tym twórczyni dramatu, Marzanna Graff, zapewne dobrze
zdaje sobie sprawę z tego, że karykaturalnie pokazany stereotyp często lepiej
oddaje problemy rzeczywistości niż oryginalny, realistyczny wizerunek.
Podobny pouczający efekt miały średniowieczne marginalia mnichów
benedyktyńskich, którzy przepisując cenne księgi często na marginesach kopii
tworzyli karykaturalne rysunki czcigodnych dostojników kościelnych pokazanych
jako lisy, koty, małpy lub osły przebrane za biskupów, kardynałów i papieży. Niepokorne
ryciny rozśmieszając uchylały rąbka prawdy o wadach i przywarach kleru równie
zrozumiale (choć mniej rewolucyjnie), jak późniejsze argumenty Lutra. Wizerunek
krzywego zwierciadła Marzanny Graff, w którym widz dostrzega mankamenty swojego
małżeństwa, również zawiera hojną porcję humoru, którego ilustracją niech
będzie kilka poniższych próbek.
Na zarzut Meli, że nie dostaje kwiatów, Rafał odpowiada, że przecież ma
ogród, utrzymanie którego kosztuje. Prezentów żonie nie kupuje, bo ona sama to
robi. Sam natomiast oczekuje podarków imieninowych i urodzinowych, ale tylko
dlatego, aby zrobić tym przyjemność żonie, która lubuje się w tego rodzaju
okolicznościach. Śmiech ma widowi wywołuje również scena, w której Rafał
przypomina przez telefon staremu znajomemu, Andrzejowi, o czterdziestej drugiej
rocznicy złapania wyjątkowo okazałego suma, co czyni tuż po awanturze o
niepamiętanie o rocznicy ślubu.
Wybuch śmiechu powoduje także zdziwienie Rafała zza sceny na widok
zapalonych świec na zastawionym przez żonę do kolacji stole na tarasie. Jego
dumne oznajmienie, że właśnie zapobiegł pożarowi i zgasił świece wzbudza
następną falą rozbawienia. Kiedy Mela, wychodząc do siłowni pyta, czy by z nią
nie poszedł, Rafał traktuje to jako przytyk do swojej tuszy, po czym obrusza
się za następnym przymówkę do lenistwa, kiedy żona ugodowo radzi, by w takim
razie został w domu. Na jej wyraz desperacji obraża się za robienie z niego
historyka. Na koniec zarzuca jej, że do siłowni chodzi, żeby go zdradzać. Duża
dawka komizmu towarzyszy też scenie mediacji, kiedy Rafał wypełniając co do
joty instrukcje internetowe, nieświadomie staje się Rafałem, o jakim marzy
Mela. Jest przygotowany na spełnienie jej wszelakich życzeń, łącznie z kawą z
kardamonem.
Sztuka nie byłaby tak pouczająca i zabawna bez profesjonalizmu Aleksandra
Mikołajczaka i Marzanny Graff, na których spoczywa cały ciężar dialogów, a w
czym telefonicznie pojawiające się postacie mamusi, Staśka, Moniki i Andrzeja,
zamiast ulżyć, stawiają dodatkowe wymagają wobec pary aktorów. Obserwując i
śmiejąc się z Rafała na scenie, można pomyśleć, że Alek gra stereotypowego
samca, jak gdyby nim autentycznie był w prywatnym życiu, co jest tylko
komplementem dla jego aktorstwa, i co niewątpliwie potwierdzą ci, którzy go
znają.
Dramatopisarska fachowość Marzanny Graff uwidacznia się dodatkowo w użyciu
wprowadzającej sceny jako refrenu, który powtórzy się w epilogowej części
spektaklu. Dialogi są praktycznie te same i tyko nastrój zmienia się z
zaczepnego i kłótliwego w sielankowe niemalże ćwierkanie pary zakochanych.
Kontrast ten ilustruje jak pozornie niewiele trzeba, by nieszczęście zamieniło
się w szczęście, a ile starań, cierpliwości i dojrzałości – a czasem i trochę
szczęścia – potrzeba, aby to się stało.
Poślubieni, pogubieni to wymowne przypomnienie o znaczeniu i sile
porozumiewania się i robienia kompromisów w imię bycia razem, czy to w
małżeństwie, przyjaźni czy innych stosunkach między ludźmi. Małżeństwa, którym
obojętność, oschłość i ciągle utarczki zatruwają codzienne życie pod jednym
dachem, koniecznie muszą tę sztukę zobaczyć.
Robert Panasiewicz
Notatka redakcyjna
W czasie australijskiego tournée, które rozpoczęło się 1 lutego w
Adelajdzie i zakończyło 22 marca w Perth, MAM TEATR zaprezentował obok
Poślubionych, pogubionych dwa inne dramaty, Trudno uwierzyć i Działka.
W czasie zeszłorocznej wizyty w Australii, MAM TEATR poruszył polonijne
widownie sztuką Błękitny Ekspres.
Autorem fotografii, zaczerpniętych ze strony Fb MAM TEATR (wpis z 20 marca 2020 r.), jest TomKoprowski.
